<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089</id><updated>2011-11-27T16:03:34.264-08:00</updated><category term='lima'/><category term='bicicleta'/><category term='la oroya'/><category term='andy'/><category term='ticlio'/><category term='rower'/><category term='nowy jork'/><category term='peru'/><category term='pozostałe'/><category term='ferrocarril central'/><category term='urbanización cerrada'/><category term='actionbent'/><category term='san mateo'/><category term='andes'/><category term='gated communities'/><category term='grzesiek'/><category term='chosica'/><title type='text'>Peru i okolice</title><subtitle type='html'>&lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/rower"&gt;Rower&lt;/a&gt; | &lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/autostop"&gt;Autostop&lt;/a&gt; | &lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/lima"&gt;Lima&lt;/a&gt; | &lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/pozostale"&gt;Pozostałe&lt;/a&gt;  ||  &lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/peru"&gt;Peru&lt;/a&gt; | &lt;a href="http://peruiokolice.blogspot.com/search/label/okolice"&gt;Okolice&lt;/a&gt;</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>9</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-3201109290679504889</id><published>2009-09-23T12:34:00.000-07:00</published><updated>2009-09-26T17:12:10.574-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='san mateo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='andy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='andes'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bicicleta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chosica'/><title type='text'>Andyjska "jednodniówka" z kamerą i znajomymi</title><content type='html'>&lt;p&gt;Witam po dłuższej przerwie.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Od jakiegoś czasu coraz mocniej doskwierała mi samotność w trakcie moich rowerowych wypraw i wycieczek. Najbliższe okolice Limy nie słyną ze szczególnego bezpieczeństwa, toteż każdemu wypadowi "za miasto" towarzyszył lekki, acz z czasem nieznośny dreszczyk emocji. Poza tym znacznie fajniej pedałować w towarzystwie, dlatego też postanowiłem znaleźć mi podobnych - ludzi zakręconych na punkcie kręcenia ;)&lt;/p&gt; &lt;p&gt;I tak w ostatni weekend wybrałem się z peruwiańskimi &lt;a href="http://peruriders.fotopic.net/"&gt;Cykloturystami&lt;/a&gt;. Z Armando, liderem grupy, złapałem kontakt poprzez jego &lt;a href="http://galleryperu.fotopic.net/"&gt;konto na Youtubie&lt;/a&gt;. W odpowiedzi dostałem krótki wykaz planowanych wypadów; na najbliższą niedzielę zapowiadała się interesująca wspinaczka do andyjskiej miejscowości San Jeronimo de Surco, uwieńczona powrotnym zjadem na wybrzeże.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Dzień przed wyjazdem, chcąc upewnić się, czy przypadkiem znowu nie czeka mnie jazda w samotności, zadzwoniłem na podany w mailu numer telefonu. Choć rozmowa nie trwała długo to była całkiem poważnym wyzwaniem - postanowiłem nie rozpoczynać od standardowego "Hablas ingles?", lecz od początku do końca mówić po hiszpańsku :) Okazało się, że rozumiałem, a co ważniejsze - byłem rozumiany. "3 minuty rozmowy w &lt;em&gt;castellano&lt;/em&gt; - bezcenne" ;) Dowiedziałem się, że grupa przejeżdża nieopodal moejgo domu oraz, że zbiórka jest na stacji benzynowej o bardzo wczesnej porze - godzina 6.20.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Chociaż nie zwykłem wstawać tak rano, o dziwo nie miałem problemu z pobudką. Kiedy kończyłem śniadanie bylo jeszcze całkiem ciemno, ale potem dosłownie w przeciągu 20 minut pojawiły się pierwsze promienie słońca. Z domu ruszyłem z dziesięciominutowym zapasem czasu, tak, aby bez problemu dojechać na umówioną stację... właśnie, czy aby na pewno umowioną? Nie do końca, bo "na miejscu" moim oczom ukazał się Starbucks... "Acha, to musiało być przy tym drugim, niemal identycznym rondzie", pomyslałem i szybko pomknąłem kilka przecznic w górę Alei Javier Prado. Tam, faktycznie, stacja była, ale innej marki niż ta na której mielismy się spotkać, a i po cykloturystach ani śladu... Na wielkim zegarze Uniwersytetu Limy dochodziła w pół do szóstej. "Jeżeli nie tu, to jest jeszcze tyko jedno możliwe miejsce" - w myslach wertowałem swój osobisty plan Limy. Ruszylem pędem w dół alei, do położonej ok. 2 km dalej stacji penzynowej Primax. Udało mi się dotrzeć w ostaniej chwili - moi nowi znajomi własnie ruszali.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;W trójkę - ja, Armando i Omar - wolno zmierzaliśmy na wschód. Minęliśmy pole golfowe, imponujący stadion, na którem za niecały miesiąc zagrają Depeche Mode i sąsiadującą z nim inkaską twierdzę. Po wyjechaniu na Szosę Centralną przyspieszyliśmy. Peleton trochę się poszarpał - ja z Omarem na przedzie, Armando ok 100-200 metrów za nami. Droga na swoim początkowym odcinku nie wiodła jeszcze zbyt stromo pod górę więc mozna było trochę przycisnąć...&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Przemknęliśmy przez Ate i Chaclacayo. Jak zwykle gdzieś w tych okolicach mgły ustąpiły i pojawiło się ostre słońce. W Chosice, na bardo ładym rynku poczekałem 5 minut na chłopaków, po czym przemieściliśmy na bazar, zeby zrobic zakupy. Przy okazji zregenerowaliśmy się energetycznie czymś, co przypominało kisiel, ale sporządzone było na bazie miejscowych ziół. Dodatkowo odbyłem sesje zdjeciową z kilkoma Chosicankami ;)&lt;/p&gt; &lt;p&gt;W poszerzonym składzie (dołączył Julio), ruszyliśmy dalej na wschód. Kolejny przystanek - punkt poboru opłat Cocachacra, 56 kilometr naszej trasy. Droga coraz bardziej pod gorę więc nasze średnie prędkości - w dół. 8, 12, maksymalnie 18 kilometrów na godzinę - to mozolna rzeczywistość tego odcinka naszej trasy. Wydawać by się mogło, że jako &lt;em&gt;gringo &lt;/em&gt;z Doliny Środkowej Wisły, do tego na rowerze poziomym, szybko zostanę w tyle za peruwiańskimi "wycinakami", a tu miła niesppodzianka - cały czas, razem z Julio utrzymywaliśmy się na przedzie. Mimo wszystko słońce naprawdę mocno dawało mi się we znaki, do tego stopnia, że po kilkunastu kilometrach postanowiłem wylać sobie na głowę połowe mojego zapasu wody :) Polecam - to pomaga!&lt;/p&gt; &lt;p&gt; &lt;object data="http://www.youtube.com/v/g2zoCJzLfR8&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="580" height="435"&gt; &lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt; &lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt; &lt;param name="src" value="http://www.youtube.com/v/g2zoCJzLfR8&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt; &lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt; &lt;/object&gt; &lt;/p&gt; &lt;p&gt;Za Cocachacra było trochę przyjemniej - na niebie pojawiły się dające chwile wytchnienia od żaru obłoki. Okalające nas górskie stoki porastała trawa - to znak, że zbliżamy się do wilgotniejszych obszarów peruwiańskiej &lt;em&gt;sierry&lt;/em&gt;. Do położonej kilkanascie kilometrow dalej wioski San Jeronimo de Sucre dojechałem jako pierwszy! Pierwotnie tu mial być cel naszej podróży, jednak wspólnie z chłopakami zdecydowaliśmy, że wykorzystujac autobus pojedziemy trochę dalej w górę - do ulokowanego na wysokości 3000 m n.p.m. San Mateo.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Miejscowość przywitała nas rześkim powietrzem i głośną muzyką - n ryznku trwała w najlepsze fiesta na cześć patrona miasteczka. Na placu przed kościołem grała tradycyjna orkiestra, obok podrygiwali mieszkańcy - początkowo jakby nieśmiało - tylko pojedyncze osoby. Wśród zgromadzonej gawiedzi przechadzały się się gospodynie z różnymi smakołykami. Wkrótce impreza zaczęła się rozkręcać - panowie prosili do tańca panie, wokół ktorych pozostali ufirmowali krąg.&lt;/p&gt; &lt;p&gt; &lt;object data="http://www.youtube.com/v/87QqSoRm0vo&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="580" height="435"&gt; &lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt; &lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt; &lt;param name="src" value="http://www.youtube.com/v/87QqSoRm0vo&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt; &lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt; &lt;/object&gt; &lt;/p&gt; &lt;p&gt;Kolejne punkty nasego programu to posiłek (smakowita zupa, kurczak z ryżem i galaretka), sesja foto przed urzedem gminy ;) oraz... powrotny zjazd! Na to ostatnie czekaliśmy wszyscy czterej.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Po dojechaniu do domu (po drodze przedziurawiłem kilka razy dętkę) mój licznik wskazywał 166 km. Za tydzień jedziemy gdzieś na południe :)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-3201109290679504889?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/3201109290679504889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/09/witam-po-duzszej-przerwie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/3201109290679504889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/3201109290679504889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/09/witam-po-duzszej-przerwie.html' title='Andyjska &quot;jednodniówka&quot; z kamerą i znajomymi'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-5810041579233901069</id><published>2009-07-04T22:32:00.000-07:00</published><updated>2009-09-26T20:41:24.274-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='andy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='andes'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ticlio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ferrocarril central'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bicicleta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='la oroya'/><title type='text'>Poziomką po poddaszu Ameryki</title><content type='html'>&lt;p&gt;W zeszły poniedziałek, korzystając z prawie tygodniowej przerwy w pracy postanowiłem ruszyć się gdzieś na rowerze. Tym "gdzieś" okazała się leżąca na wysokości ok. 3800m n.p.m. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/La_Oroya"&gt;La Oroya&lt;/a&gt;. Żeby się do niej dostać musiałem przejechać ok. 180 kilometrową trasę pnącą się andyjskimi zboczami na wysokość 4820 metrów (przełęcz &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ticlio"&gt;Ticlio&lt;/a&gt;).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;iframe marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=en&amp;amp;t=p&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.00046de8e5ffbf54a0d48&amp;amp;ll=-11.794769,-76.462097&amp;amp;spn=1.169523,1.593018&amp;amp;z=9&amp;amp;output=embed" frameborder="0" height="435" scrolling="no" width="580"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;View &lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=en&amp;amp;t=p&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.00046de8e5ffbf54a0d48&amp;amp;ll=-11.794769,-76.462097&amp;amp;spn=1.169523,1.593018&amp;amp;z=9&amp;amp;source=embed" style="color: rgb(0, 0, 255); text-align: left;"&gt;Ticlio&lt;/a&gt; in a larger map&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;Trochę obawiałem sie tej wysokości; rok temu po wjeździe rozklekotaną taksówką na podobny poziom w górach &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cordillera_Blanca"&gt;Cordiliera &lt;/a&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cordillera_Blanca"&gt;Blanca&lt;/a&gt; przez kilka godzin cierpiałem na chorobę wysokościową - ból głowy, nudności i ogólnie nie wiedziałem co ze sobą zrobić ;). Teraz wydawało mi się że może byc znaczie trudniej - w końcu chciałem cały podjazd pokonać o siłach własnych mięśni; do tego dochodziła konieczność podrózowania z bagażem oraz fakt, że jadę tam sam. Zagadką był dla mnie także stan nawierzchni Carretera Central. Ale co tam - nie ma się co zbyt długo zastanawiać - czas ruszać! &lt;p&gt;Do mniejszego zestawu niezawodnych sakw Crosso spakowałem śpiwór, ubrania i narzędzia; namiot wrzuciłem na bagażnik, a jedzenie postanowiłem kupić po drodzę. Troche mi się zeszło z tymi przygotowaniami, bo z domu wyruszyłem około 11tej. Pierwsze kilometry postanowilem pokonać trasą wypróbowaną w trakcie wycieczki do San Juan de Lanca - kawałek Panamericaną, potem skręt na autostradę Ramino Priale, by w miejscowości Huachipa zjechać na całkowicie boczną drogę stanowiącą doskonałą alternatywę dla bięgnącej równolegle i niezwykle na tym odcinku ruchliwej Carretera Central. W Chaclacayo pokonałem znajomy mostek nad rzeką Rimac, który tym razem okazał się być zamknięty dla ruchu samochodowego (chyba groził zawaleniem ;P). Dalej Chossica, wspomniane wczesniej zakupy i... witajcie Andy! Droga, chociaż ciągle w dolinie rzeki Rimac, z każdym kilometrem wydawała się być coraz bardziej stroma. Szybko wyjechałem ponad niemal wiecznie zimą spowijająca Limę mgłę i zrobiło się całkiem gorąco.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354711981270404514"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_CLS4mjaI/AAAAAAAACGY/WpKznyhD4Lw/s640/ticlio%20003.jpg" alt="za Chossicą" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Wbrew moim obawom nawierzchnia "Autostrady Centralnej" była świetna. Jasny asfalt, brak jakichkolwiek dziur czy kolein; dobre osnakowanie zarówno pionowe jak i poziome (odblaski). Wygląda na to, że Polska mogłaby się nauczyć od znacznie biedniejszego Peru jak należy dobrze układać asfalt.  Do szczęścia brakowało tylko poboczy, zwłaszcza, że ruch ciężarówek i autobusów był całkiem spory. Czas leciał dość szybko, czego niestety nie mogłem powiedzieć o dystansie. Jechałem cały czas pod górkę ze średnią prędkością oscylującą wokół 18 km/h. W Cocachacra przejechałem przez punkt poboru opłat i przycisnąłem nieco mocniej, starając się dobrze wykorzystać ostanie chwile ze słońcem. Tuż po 18tej zaczęło sie ściemniac, a ja postanowiłem rozejrzeć się za dogodnym miejscem do rozbicia namiotu. Kilka kilometrów przed wioską Surco, za ostatnim zakrętem niewielkiej serpentyny zauważyłem opuszczone domostwo na sprzedaż i zachęcający zielony trawniczek schowany za rzędem drzew. Wyglądało to swietnie, więc bez wahania skręciłem z drogi i stoczyłem sie na z góry (dosłownie!) upatrzoną miejscówkę.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354712615704345794"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_CwOVcPMI/AAAAAAAACG0/wszRpTRULJY/s640/ticlio%20003-7.jpg" alt="Pierwszy nocleg" height="480" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Tuż przed zapadnięciem zmroku przypiąłem rower do drzewa, a sam, wraz z bagażami, wszedłem do wczesniej rozbitego namiotu. Pierwsze wrażenie: jest głośno. Kiedy te cieżarówki przestaną jeździć? Na szczęście zmęczenie okazało się być silniejsze od hałasu i po chwili zasnąłem. Mój sen nie trwał jednak zbyt długo - po jakimś czasie obudził mnie potworny jazgot i silne światła. Co się dzieje? Ufo, trzęsienie ziemi, koniec świata? W całej tej sytuacji z pogranicza jawy i snu uspokajał mnie jedynie dziwnie znajomy stukot... czyzby to był pociąg? Otworzyłem "drzwi" namiotu - w odległości kilkunastu metrów, tuż za krzakami przy których postawiłem mój rower, przetaczał sie długaśny towarowy skład. W jednej chwili stało się jasnym dlaczego całkiem przyjemnie wygladające domostwo szuka nowego właściciela... Pociąg odjechał, a wraz z nim moja chęć na spanie. Spojrzałem na zegarek - było gdzieś w pół do 9tej - moja drzemka trwała zatem jedynie dwie godziny. Po chwili znowu dały o sobie znać ciężarówki - ruch na trasie wcale nie zelżał. W takich warunkach było mi naprawdę ciężko zasnąć. Udało mi się chyba dopiero sporo po połnocy...&lt;/p&gt; &lt;p&gt;---&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Mimo problemów ze snem, udało mi się wstać dośc wcześnie rano i w dalszą trasę wyruszyłem już przed 9tą. Było słonecznie i z kazdą chwilą coraz cieplej. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że na mojej szosie całkowicie ustał ruch samochodów. Co jakiś czas pojawiało się jakieś mototaxi i moze raz w przeciągu godziny samochód osobowy. Mimo tych zachęcających warunków postanowiłem w Surco zboczyć z głównej drogi i przejechać przez połozone niżej w dolinie wioski. Początkowo było całkiem fajnie - stary asfalt albo smołowany tłuczeń przypominał nieco bieszczadzką stokówkę. Za wsią szlak opadł mocno w dół i w pewnym momencie jego nawierzchnia zamieniła sie w skalne rumowisko (gołoboże? ;p). Poboczem płynał wątły strumyk - wyglądało na to, że miejsce to jakiś czas temu nawiedziła powódź. Po przekroczniu zerwanego mostku droga pięła się ostro w górę. Zacząłem żałować zjazdu z wygodnej asfaltówki, od której dzieliło mnie jeszcze ponad kilometr krętą żwirową serpentyną. Kiedy do niej dojechałem (po drodze obszczekało mnie jeszcze parę psów), okazało się, że ruch nadal był znikomy. Nie wiedziałem jaka jest tego przyczyna, natomiast z perpektywy siedzenia roweru poziomego sytuacja wygladała świetnie - szeroka, równa i pusta droga - czego chcieć więcej?&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Po kilkunastu minutach wjechałem do miasteczka Matucana. Tu postanowiłem zrobić postój - zrobić małe zakupy, zjeść śniadanie i zadzwonić do Fiorelli. Po kupieniu bułek i coca-coli skierowałem się na klimatyczną stacyjkę kolejową, połozoną wzdłuż zaprojektowanej przez Ernesta Malinowskiego transandyjskiej linii kolejowej. Praktycznie całą moja trasa wiodła w dość niewielkiej odległości od torów; czasami tyko nie wiedziałem czy znajdują się one obok mnie, nad czy pode mną ;)&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354713181227863202"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_DRJEwTKI/AAAAAAAACHE/vyRfl1_LOJ4/s640/ticlio%20003-11.jpg" alt="Stacja Matucana" height="480" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354713482793396786"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_DisflKjI/AAAAAAAACHQ/5wlsWXoyEhA/s640/ticlio%20003-13.jpg" alt="stacja2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354713670072912786"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_DtmKfy5I/AAAAAAAACHY/q6WSQGnN7uY/s640/ticlio%20003-15.jpg" alt="matucana3" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354713981126236546"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_D_s7Y2YI/AAAAAAAACHg/5ECyiXjLUFo/s640/ticlio%20003-17.jpg" alt="matucana4" height="580" width="435" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Po "obczajeniu" stacji skierowałem się do położonego obok rynku - tutaj w Ameryce Łacińskiej nazywanego "Plaza de Armas". Miejsce to było naprawdę urzekające. Usiadłem na jednej z parkowych ławek i zabrałem sie za konsumpcję śniadania.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354714289321348066"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_ERpC1C-I/AAAAAAAACHo/53xEWtLb430/s640/ticlio%20003-19.jpg" alt="rynek matucana" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354714596239737602"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_EjgZ4AwI/AAAAAAAACHw/KhhoEkitSTM/s640/ticlio%20003-21.jpg" alt="rynek matucana2" height="580" width="435" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Od Fiorelli dowiedziałem się o przyczynie braku samochodów na Carretera Central. Otóż w Limie odbywał sie wielki protest transportowców, w związku z uchwaleniem nowego kodeksu ruchu drogowego, zaostrzającego znacznie kary dla kierowców jeżdżących niezgodnie z przepisami lub prowadzącymi pojazdy nie spełniające norm technicznych. Stanęły autobusy, combi, coastery i taksówki. Z kolei ciężarówki zablokowały drogi wyjazdowe z miasta. Ludzie chodzili do pracy na piechotę, a nieliczni łamistrajkowie mogli liczyć na oberwanie od protestujących kamieniami...&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Ruszyłem w dalszą drogę. Komfortowe warunki jazdy nie skłaniały mnie do zbytniego wysiłku - za to starałem się robić dużo zdjęć otaczających mnie andyjskich krajobrazów.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354714972476445042"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_E5Z_skXI/AAAAAAAACH8/TriyFU9C87g/s640/ticlio%20003-24.jpg" alt="za matucana" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354715601961693426"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_FeDArMPI/AAAAAAAACIU/5mjO8-NqKSo/s640/ticlio%20003-29.jpg" alt="za matucana" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354715727739494578"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_FlXkcILI/AAAAAAAACIY/7hMzibqSJBY/s512/ticlio%20003-30.jpg" alt="za matucana" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354716102701888834"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_F7MacNUI/AAAAAAAACIk/WK3DouuogIE/s640/ticlio%20003-33.jpg" alt="za matucana" height="580" width="435" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Po drodze przejeżdżałem przez kilka tuneli.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354715506049804050"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_FYdtf5xI/AAAAAAAACIQ/e8PIDfWGZvc/s640/ticlio%20003-28.jpg" alt="tunele1" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354716433994382850"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_GOekufgI/AAAAAAAACIs/VypsmcESmOo/s640/ticlio%20003-35.jpg" alt="tunele2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354716539486834114"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_GUnkFjcI/AAAAAAAACIw/Vvqr7wumAbM/s640/ticlio%20003-36.jpg" alt="tunele3" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Widoki były naprawdę niczego sobie.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354716671932510434"&gt;&lt;img alt="kurwapeligrosa" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_GcU9mMOI/AAAAAAAACI0/5FSo9sgYJFc/s640/ticlio%20003-37.jpg" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;img alt="nazakrecie" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_HDWyTS5I/AAAAAAAACJM/iso2xdGdgvo/s640/ticlio%20003-42.jpg" height="435" width="580" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="toryidroga" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_G85e3fvI/AAAAAAAACJI/Fo04FXN8Czk/s640/ticlio%20003-41.jpg" height="580" width="435" /&gt;&lt;/p&gt;Za San Mateo przy drodze odbywało się tradycyjne wesele. Charakterystyczny tłumek zgromadzonych ludzi; wielu z nich z grających na tubach, trabkach i suzafonach.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354717594526703810"&gt;&lt;img alt="wesele" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_HSB5MYMI/AAAAAAAACJU/VQEK0cS7sxk/s640/ticlio%20003-44.jpg" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Najpierw przywitali mnie najmłodsi.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354717439179284418"&gt;&lt;img alt="dzieci" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_HI_Le38I/AAAAAAAACJQ/4m3hMDVwhbo/s640/ticlio%20003-43.jpg" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Potem dołączyli starsi i już po chwili wraz z biesiadnikami tańczylem w wielkim kole, zerkając jednak co jakis czas w stronę roweru, czy aby nie ubywa mi niczego z sakw :) Cała impreza skończyła się dla mnie po około 10 minutach - było juz dosyc poźno, a tego dnia chciałem dojechać na Ticlio. Tymczasem z Bellavisty miałem do przejechania jeszcze ponad 1000 metrów pod górę.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354717702859454130"&gt;&lt;img alt="bellavista" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_HYVdu9rI/AAAAAAAACJY/KkmXmfLUEYk/s640/ticlio%20003-45.jpg" height="480" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Tuż przed wioską Casapalca postanowiłem rozbić namiot.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354718828838118386"&gt;&lt;img alt="przed ticlio" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_IZ4D94_I/AAAAAAAACKE/FgfHN4Z3wTA/s640/ticlio%20003-55.jpg" height="580" width="435" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;W tle było już widać osnieżone pięciotysięczniki okalające Ticlio... Sam też już byłem całkiem wysoko.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img alt="gps" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_IdsYa_gI/AAAAAAAACKI/8wFAs3dQKkg/s640/ticlio%20003-56.jpg" height="580" width="435" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;W nocy zrobiło sie naprawdę zimno - oto jak wyglądałem po obudzeniu się. Praktycznie nie czułem własnych stóp - i to pomimo założenia trzech par skarpetek.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354718420759288610"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_ICH2ZGyI/AAAAAAAACJ0/3K2NbrEaBH8/s640/ticlio%20003-52.jpg" alt="ja" height="580" width="435" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;A to cała moja garderoba, którą jeszcze chwile wcześniej miałem na sobie.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354718516084323874"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_IHq9ptiI/AAAAAAAACJ8/jlMDKfR05ts/s640/ticlio%20003-53.jpg" alt="ubrania" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Po wyjściu z namiotu moim oczom ukazało się Ticlio. Tego dnia na pewno tam dojadę!&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354719572727724098"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_JFLREeEI/AAAAAAAACKc/UrOJf0YcF80/s640/ticlio%20003-61.jpg" alt="ticliozoddali" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Za plecami zaś została serpentyna, którą dzień wcześniej się wspinałem.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354719032124533458"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_IltXOatI/AAAAAAAACKM/0ZEzwwpmpT8/s640/ticlio%20003-57.jpg" alt="serpentyna" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Dotychczasowa jazda, wbrew moim wcześniejszym obawom, nie sprawiała mi wiekszych kłopotów. Owszem, było dość ciężko, średnie prędkości nie za wysokie, ale to raczej z powodu sporego nachylenia podjazdu niż zwiekszającej sie z każdym kilometrem wysokości nad poziomem morza. Ale po przekroczeniu 4000 m n.p.m. coś się zmieniło. Już od samego rana lekko bolała mnie głowa, a oddech miałem wyraźnie przyspieszony. Pedałowało mi się z trudem, dość często musiałem robić krótkie postoje. Oj, przydałby się kubek herbaty z liści koki...&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Tymczasem wokoło głusza i zbiżające się Ticlio...&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354720165275229506"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_JnqrZ3UI/AAAAAAAACKw/hKQlhXaBJeQ/s640/ticlio%20003-65.jpg" alt="ticliozdaleka" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;...i pociąg na towaryszącej mi od samej Limy Ferrocarril Central.&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354720062421589298"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_JhrhL3TI/AAAAAAAACKo/8gThcH7uf9w/s640/ticlio%20003-64.jpg" alt="pociag" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na niebie pojawiły się dawno niewidziane przeze mnie obłoki i piękne błekitne niebo (w Limie możliwe są tylko dwie opcje: słońce + smog lub mgła + smog).&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354720743861462066"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_KJWFHJDI/AAAAAAAACLE/YhYOek63Zng/s640/ticlio%20003-70.jpg" alt="obloki" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354720521548102962"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_J8Z5efTI/AAAAAAAACK8/XdCTG6-3dRQ/s640/ticlio%20003-68.jpg" alt="obloki2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Nieco dalej zaś wysokogorskie laguny i stoki o ciekawym, czerwonawym zabarwieniu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354720991747071602"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_KXxhpXnI/AAAAAAAACLM/my2O4MWDT30/s640/ticlio%20003-72.jpg" alt="laguna1" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354721095996459554"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_Kd14oyiI/AAAAAAAACLQ/deHtqt2bXCk/s640/ticlio%20003-73.jpg" alt="czerwonewierchy" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Prawie na Ticlio...&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354721197880459698"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_KjxbrQbI/AAAAAAAACLU/ZkHq8cNJFvI/s640/ticlio%20003-74.jpg" alt="prawiena" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354721570503865922"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_K5dkBNkI/AAAAAAAACLg/57D5V7sV1Jc/s640/ticlio%20003-77.jpg" alt="prawie" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354721475842953234"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_Kz87GUBI/AAAAAAAACLc/Rfhl3Z_47ck/s640/ticlio%20003-76.jpg" alt="monte" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;I w końcu na samym Ticlio, na wysokości 4820 metrów, moim wysokościowym rekordzie, okupionym przepoconymi podkoszulkami, bolącą głową, poparzonymi przez słońce ustami i... kupą frajdy z tego dwu i pół dniowego podjazdu. Przyjechałem TUTAJ na rowerze, concha su madre!!!&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354722049875829778"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_LVXXM5BI/AAAAAAAACL0/p4aG80YhHaY/s640/ticlio%20003-81.jpg" alt="ticlio" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354722171503183778"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_LccdbB6I/AAAAAAAACL4/rLrqn3mlJSU/s640/ticlio%20003-82.jpg" alt="ticlio2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Otaczające mnie szczyty to pięciotysięczniki.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354722409215145170"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_LqSAXtNI/AAAAAAAACMA/eZ5x9qC7rz8/s640/ticlio%20003-84.jpg" alt="ticlio4" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354723020463161186"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_MN3FQP2I/AAAAAAAACMU/x1rvznZrzNM/s640/ticlio%20003-89.jpg" alt="ticlio5" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Chwilę potem ropocząłem 30 kilometrowy zjazd do celu mojej wyprawy, położonego 1000 metrów niżej miasta La Oroya. Nie omieszkałem jednak zatrzymać się przy urzekających turkusowych lagunach.&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354722880076751794"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_MFsGho7I/AAAAAAAACMQ/sutoFg805OI/s640/ticlio%20003-88.jpg" alt="laguny" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_MbsOfaNI/AAAAAAAACMc/tQZj1Ek2YGE/s640/ticlio%20003-91.jpg" alt="laguny2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/p&gt;Czerdzieści minut poźniej dojechałem na miejsce.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354723554385792722"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_Ms8GVDtI/AAAAAAAACMo/kzPwcWD0z48/s640/ticlio%20003-94.jpg" alt="laoroya" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Najpierw pojechałem na drugi koniec miasta, żeby cyknąć fotkę niesławnemu kombinatowi hutniczemu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Doe_Run_Company"&gt;Doe Run&lt;/a&gt; - lokalnemu trucicielowi.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354723785337475682"&gt;&lt;img src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_M6YdgEmI/AAAAAAAACM0/YNZymGfp60Y/s640/ticlio%20003-96.jpg" alt="doerun" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Potem wrócilem na Plaza de Armas, w pobliżu której znalazłem mily hostelik.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354724801922855698"&gt;&lt;img src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_N1jiV8xI/AAAAAAAACNQ/VrejPk-AW1Q/s640/ticlio%20003-103.jpg" alt="plaza" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Natępnego dnia, w drodze powrotnej do Limy, na Ticlio zrobiłem jeszcze parę zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354726202630762498"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_PHFlIcAI/AAAAAAAACOA/macP-hDrf8w/s640/ticlio%20003-114.jpg" alt="powrot1" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/gtarnowski/Ticlio#5354726461595716450"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_PWKTMC2I/AAAAAAAACOI/6weAoNb1wf4/s640/ticlio%20003-116.jpg" alt="powrot2" height="435" width="580" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Tym razem było znacznie chłodniej, a w pewnym momencie z niewielkiej chmury zaczął pruszyć śnieg.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po wjechaniu na przełęcz pozostała sama rozkosz mojego kilkudniowego wyjzdu - ok. 130 kilometrowy rajd w doł, do położonej nad samym Pacyfikiem Limy. Zjazd byl niesamowity - cały dystans pokonałem w trzy godziny, kilkakrotnie osiągając zawrotną prędkość 120 km/h! To moj nowy poziomkowy rekord szybkości :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Profile drogi powrotnej.&lt;/p&gt;&lt;img src="http://peruiokolice.blox.pl/resource/profil.png" alt="profil" height="340" width="580" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://peruiokolice.blox.pl/resource/wykres.png" alt="wykres" height="340" width="580" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-5810041579233901069?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/5810041579233901069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/07/w-zeszy-poniedziaek-korzystajac-z.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/5810041579233901069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/5810041579233901069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/07/w-zeszy-poniedziaek-korzystajac-z.html' title='Poziomką po poddaszu Ameryki'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sk_CLS4mjaI/AAAAAAAACGY/WpKznyhD4Lw/s72-c/ticlio%20003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-9145652186372288992</id><published>2009-05-30T11:04:00.000-07:00</published><updated>2009-06-01T23:17:30.774-07:00</updated><title type='text'>Chile autostopowo</title><content type='html'>Była połowa marca. Do końca akademickich wakacji pozostawały dwa tygodnie. Wydawało się, że to ostatni moment żeby gdzieś na dłuzej wyskoczyć... chociażby do Chile. Tylko jak to zrobić mając ok. 400 zl w kieszeni? Jeszcze nie wiecie? To przeczytajcie :)&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Autostopowanie w Peru praktycznie nie wchodzi w grę. Nawet jeżeli już uda się zatrzymać jakiś pojazd (mnie się udalo tylko raz, wysoko w andyjskim odludziu) to dla kierowcy sprawa jest jasna - chcesz jechać - płać. Dlatego też te ok. 1500 km dzielące Limę od granicznej Tacny postanowiliśmy pokonać autobusem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;iframe marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004676261ba0ed776dd8&amp;amp;ll=-25.720735,-73.388672&amp;amp;spn=53.764097,101.953125&amp;amp;z=3&amp;amp;output=embed" frameborder="0" height="350" scrolling="no" width="580"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;Pokaż &lt;a href="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004676261ba0ed776dd8&amp;amp;ll=-25.720735,-73.388672&amp;amp;spn=53.764097,101.953125&amp;amp;z=3&amp;amp;source=embed" style="color: rgb(0, 0, 255); text-align: left;"&gt;Chile&lt;/a&gt; na większej mapie&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Trasa była dość monotonna. Większa część peruwiańskiego odcinka Panamericany wiedzie pustyną &lt;span style="font-style: italic;"&gt;costą&lt;/span&gt;, wąską krainą ciągnącą się pomiędzy wybrzeżem Pacyfiku a zboczami Andów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostka: w związku z częstymi tragicznymi wypadkami peruwiańskich autobusów, wprowadzono obowiązek używania przez pasażerów pasów bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZUvaZgmBI/AAAAAAAABIo/QVFbcvfDSWo/s576/chile%20010.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZUvaZgmBI/AAAAAAAABIo/QVFbcvfDSWo/s576/chile%20010.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie podróży mieliśmy kilka przystanków, m.in. w Ica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZVba_WVKI/AAAAAAAABJM/Z6gJMm555po/s512/chile%20020.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZVba_WVKI/AAAAAAAABJM/Z6gJMm555po/s512/chile%20020.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak poza tym to pustynia... i polityczne murale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZVQZrvNaI/AAAAAAAABJE/6no2welNSGU/s800/chile%20018.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZVQZrvNaI/AAAAAAAABJE/6no2welNSGU/s800/chile%20018.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po około 18 godzinach podróży totarliśmy do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/San_Pedro_de_Tacna"&gt;Tacny&lt;/a&gt;. Kilkudziesięciokilometrową trasę do chilijskiej Ariki chieliśmy pokonać pociągiem, ale z braku czasu (pociąg kursuje dwa razy dziennie) skorzystaliśmy z usług chilijskiego kierowcy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;colectivo&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-9145652186372288992?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/9145652186372288992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/05/chile-autostopowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/9145652186372288992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/9145652186372288992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/05/chile-autostopowo.html' title='Chile autostopowo'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SgZUvaZgmBI/AAAAAAAABIo/QVFbcvfDSWo/s72-c/chile%20010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-736686925138757493</id><published>2009-04-29T18:22:00.000-07:00</published><updated>2009-04-29T23:16:44.545-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urbanización cerrada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gated communities'/><title type='text'>Lima: Gated City</title><content type='html'>Płot. Niby trywialna sprawa. Najczęściej oddziela prywatne od publicznego, "moje" od ogólnie dostępnego. W krajach zachodnich jest nim zwykle szpaler niskich sztachet czy równo przystrzyżony żywopłot. Czasem o początku czyjejś własności można się jedynie domyśleć po świeżo skoszonym trawniku. W Polsce, gdzie funkcja ochronna ogrodzenia pozostaje ciągle istotna, przeważnie wystarcza 1,5 metrowa siatka i ewentualnie obszczekujący przechodniów pies. W Peru sprawa wygląda nieco inaczej... Szczególnie w Limie, gdzie jeszcze w latach 90-tych na ulicach często wybuchały bomby podkładane przez członków "&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awietlisty_Szlak"&gt;Świetlistego szlaku&lt;/a&gt;", a dzisiaj nadal istnieją miejsca, w których policja boi się interweniować, niezaspokojone poczucie bezpieczeństwa mieszkańców skłania ich do karykaturalnego wręcz "odgradzania się". Parę dni temu postanowiłem wybrać się na spacer i "obfotografować" ten fenomen.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Oto moje osiedle.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2AbTHDNI/AAAAAAAAA-w/mLKdi69bl4Y/s640/SL742863.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2AbTHDNI/AAAAAAAAA-w/mLKdi69bl4Y/s640/SL742863.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;A to brama wejściowa. Zwykle zamknięta, obsługiwana non-stop przez stróżów. Za to furtka jest zawsze otwarta. Dobre i to.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2HwY1o_I/AAAAAAAAA-4/3iVP9rzgqJ4/s640/SL742864.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 436px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2HwY1o_I/AAAAAAAAA-4/3iVP9rzgqJ4/s640/SL742864.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Ulica Jose Antonio. Po lewej stronie prywatna szkoła im. Abrahama Lincolna. Wysoki mur nie pozwala zajrzeć do środka. Kolce na szczycie zapewne skutecznie utrudniają dzieciakom zrywanie się z lekcji wuefu.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2QUA_7BI/AAAAAAAAA_I/BEKXNts4SWc/s640/SL742867.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2QUA_7BI/AAAAAAAAA_I/BEKXNts4SWc/s640/SL742867.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2Mem3_OI/AAAAAAAAA_A/JGKp210ve1k/s640/SL742865.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2Mem3_OI/AAAAAAAAA_A/JGKp210ve1k/s640/SL742865.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed skrzyżowaniem Jose Antonio z większą ulicą trzeba przekroczyć kolejną bramę. Ta, zamykana jedynie nocą, zapewnia spokojny sen mieszkańcom całej kolonii osiedli, w tym mojego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2e14x5XI/AAAAAAAAA_Y/wTLJk1ZNxMc/s640/SL742869.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2e14x5XI/AAAAAAAAA_Y/wTLJk1ZNxMc/s640/SL742869.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Ulica Paseo de los Eucaliptos. Brak systemu zewnętrznych i wewnętrnych płotów skłania właścicieli poszczególnych parcel do większego "rozmachu" w grodzeniu.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj23mHL9zI/AAAAAAAAA_4/KhSMKcMB0lg/s640/SL742873.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj23mHL9zI/AAAAAAAAA_4/KhSMKcMB0lg/s640/SL742873.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Niektórzy swoje "dzieła" wieńczą drutami pod napieciem 220 V...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3EKOoqyI/AAAAAAAABAI/qOyuZHenCl8/s640/SL742876.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3EKOoqyI/AAAAAAAABAI/qOyuZHenCl8/s640/SL742876.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3KzbQWEI/AAAAAAAABAU/ylIfjiW174g/s640/SL742877.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3KzbQWEI/AAAAAAAABAU/ylIfjiW174g/s640/SL742877.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Inni dokładają do nich tradycyjne kolce.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3d-I9TJI/AAAAAAAABAs/7CCRMtWQcyc/s640/SL742882.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3d-I9TJI/AAAAAAAABAs/7CCRMtWQcyc/s640/SL742882.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;A jeszcze inni ekologicznie stawiają na szklaną stłuczkę.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj61uICksI/AAAAAAAABDI/pN2-jqWlz3o/s640/SL742909.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj61uICksI/AAAAAAAABDI/pN2-jqWlz3o/s640/SL742909.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Wygląda dość solidnie...&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj39plMW8I/AAAAAAAABBc/M9EnhM3Vl0E/s640/SL742890.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 436px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj39plMW8I/AAAAAAAABBc/M9EnhM3Vl0E/s640/SL742890.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;W przeciwieństwie do tego. Ale spokojnie, zielony żywopłot zasłania podwójne ogrodzenie z siatki i stalowych prętów.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3vIafKcI/AAAAAAAABBE/14w0BS0KCaA/s512/SL742886.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3vIafKcI/AAAAAAAABBE/14w0BS0KCaA/s512/SL742886.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Konkurencja pomiędzy producentami wymusza niskie ceny. Niebawem każdy Sanchez będzie mógł sobie pozwolić na odrobinę bezpieczeństwa z gniazdka.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6-qsyyqI/AAAAAAAABDQ/drfGCLexyBc/s640/SL742910.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6-qsyyqI/AAAAAAAABDQ/drfGCLexyBc/s640/SL742910.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Ceglane mury i elektryczne zasieki nie są w żadnym razie zastępstwem dla stróżów. Tych ostanich można spotkać dosłownie co kilkadziesiąt metrów.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj36H9x7zI/AAAAAAAABBU/6k5-ag-J_JI/s640/SL742888.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj36H9x7zI/AAAAAAAABBU/6k5-ag-J_JI/s640/SL742888.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;A to już Uniwersytet Limy.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj55jY2XtI/AAAAAAAABB4/Ul61hpXvOIQ/s512/SL742894.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj55jY2XtI/AAAAAAAABB4/Ul61hpXvOIQ/s512/SL742894.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Za płotem czeka infrastruktura dostosowana dla potrzeb niepełnosprawnych. Wystarczy tylko przejść na drugą stronę ulicy...&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj5yDd1yWI/AAAAAAAABBw/qcBWM2armoU/s640/SL742893.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj5yDd1yWI/AAAAAAAABBw/qcBWM2armoU/s640/SL742893.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;...i znaleźć bramę.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj5_50mBqI/AAAAAAAABCA/ReLj6ffAY7Q/s512/SL742896.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj5_50mBqI/AAAAAAAABCA/ReLj6ffAY7Q/s512/SL742896.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6GTyByHI/AAAAAAAABCI/7uHMtD8bWxY/s640/SL742897.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6GTyByHI/AAAAAAAABCI/7uHMtD8bWxY/s640/SL742897.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lepiej też nie zapominać o legitymacji. Inaczej nie ma mowy o wejściu na teren kampusu.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6SPWN84I/AAAAAAAABCY/3b9VHllwelU/s640/SL742900.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6SPWN84I/AAAAAAAABCY/3b9VHllwelU/s640/SL742900.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Ulica Las Palmeras. Duży ruch, dookoła sporo domów, ale wzdłuż jedni brak jakiegokolwiek chodnika.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6YReqFNI/AAAAAAAABCg/YNUVTB4erBE/s640/SL742903.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6YReqFNI/AAAAAAAABCg/YNUVTB4erBE/s640/SL742903.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Jest za to kolejny okazały mur.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6ktu4JQI/AAAAAAAABCw/V0DWYQpFxJo/s512/SL742906.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6ktu4JQI/AAAAAAAABCw/V0DWYQpFxJo/s512/SL742906.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Więzienie?&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6rCGEQwI/AAAAAAAABC4/8ncA5z54Rfc/s512/SL742907.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6rCGEQwI/AAAAAAAABC4/8ncA5z54Rfc/s512/SL742907.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Nie, to jedna z lepszych prywatnych szkół średnich w Limie.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6xILtmBI/AAAAAAAABDA/RdY9Xb766N0/s640/SL742908.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 640px; height: 480px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj6xILtmBI/AAAAAAAABDA/RdY9Xb766N0/s640/SL742908.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;A to znowu moje osiedle i mur-gigant odgradzający "lepszych" -  mieszkańców bloków od "gorszych" - mieszkańców wiecznie "rozgrzebanych" domów jednorodzinnych. Pozostawianie niewykończonego budynku jest w Peru bardzo popularne z przynajmniej dwóch powodów – unika się w ten sposób płacenia podatku od nieruchomości, a poza tym zostawia otwartą drogę do dobudowania kolejnej kondygnacji.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj7S_yQgCI/AAAAAAAABDs/s3i_LS8yjQ0/s512/SL742913.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj7S_yQgCI/AAAAAAAABDs/s3i_LS8yjQ0/s512/SL742913.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Wydaje mi się, że coś jednak zaczyna się zmieniać - w policyjnych statystykach, a w ślad  za tym – w głowach limeńczyków. Pomiędzy wysokimi murami pojawiają się pierwsze budynki pozbawione „piątej ściany”. Oby takich więcej!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3pJ5AAaI/AAAAAAAABA8/CIYWJjSwzEM/s640/SL742884.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 640px; height: 480px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj3pJ5AAaI/AAAAAAAABA8/CIYWJjSwzEM/s640/SL742884.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-736686925138757493?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/736686925138757493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/04/lima-gated-city.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/736686925138757493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/736686925138757493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/04/lima-gated-city.html' title='Lima: Gated City'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sfj2AbTHDNI/AAAAAAAAA-w/mLKdi69bl4Y/s72-c/SL742863.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-3064585217766473123</id><published>2009-04-10T14:10:00.000-07:00</published><updated>2009-04-16T20:40:50.414-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bicicleta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><title type='text'>Na poziomce pod górkę, czyli jednodniowa wycieczka w  Andy</title><content type='html'>W ostatnia środę powinienem pracować, jednak dzień wcześniej, po rzekomym treningu (który sie nie odbył (!))  moja firma dała wszystkim czasowo bliżej nieokreślone "wolne" (najpewniej do poniedziałku). Korzystając z tak przedwcześnie ropoczetej&lt;span style="font-style: italic;"&gt; semana santa&lt;/span&gt; (wolnej od pracy  końcówki wielkiego tygodnia; tutaj, w odróżnieniu do Polski, masowo spędzanej na plażach, w parkach, czy dyskotekach), postanowiłem ruszyć się na rowerze gdzieś za miasto&lt;span style="font-style: italic;"&gt;.&lt;/span&gt; Wybór pozornie miałem wręcz nieograniczony - dookoła Andy, dzikie, nieprzemierzone; mityczna &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sierra&lt;/span&gt; rozciągająca sie na przestrzeni wielu tysięcy kilometrów kwadratowych i kryjąca w sobie bogactwo zarówno wytworów natury jak i kultury. Ośnieżone sześciotysięczniki, szmaragdowe laguny czy postkolonialne wioski z budynkami pamiętającymi pierwszą wojnę na Pacyfiku... Wszystko to na wyciągnięcie dłoni lub - przynajmniej - do obejrzenia z jakiejś wściekle zielonej doliny (kto by tam wjeżdżał rowerem na sześciotysięcznik ;P) wrzynającej się głeboko w andyjski masyw&lt;span style="font-style: italic;"&gt;.&lt;/span&gt;.. Ale... No właśnie.&lt;p&gt;Pierwszy problem pojawia się niemal po opuszczeniu domu. No dobrze, może na ulicy Jose Antonio jest jeszcze spokojnie, prawie jak w Europie (z tym, że bardziej tej wschodniej). Jednak już po wyjechaniu poza granice osiedla Camacho, w którym przyszło mi mieszkać, zaczyna się hardcorowy, prawdziwie latynoski  (&lt;a style="font-style: italic;" href="http://ekspedycja2007.blogspot.com/2007/11/ale-meksyk.html"&gt;Ale Meksyk!&lt;/a&gt;), pozbawiony zasad ruch uliczny. Dla mnie, jako niechronionego użytkownika limeńskich dróg, na dłuższą metę jest to mocno stresujące; zresztą poświęce temu tematowi osobną notkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kolejna sprawa - pueblos jouvenos, czyli, bardziej po polsku (?!) - slamsy, chociaż nie do końca. Którędy by nie próbować wyjechać z Limy, trzeba przez nie przejechać. A slamsy to bród, hałas, dziurawe drogi i jeszcze bardziej chaotyczna cyrkulacja pojazdów. Do tego ta delikatna obawa w trakcie każdego oczekiwania na zielone światło, że komuś spodoba się za bardzo mój nietypowy rower, albo za bardzo nie spodobają moje blond włosy...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SbL_alkKo9I/AAAAAAAAAsA/o8Is5dmOc6g/s640/IMG_2106.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SbL_alkKo9I/AAAAAAAAAsA/o8Is5dmOc6g/s640/IMG_2106.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To chyba dwa podstawowe problemy, które blokują mnie w jakiś sposób przed rowerowaniem tutaj na skalę taką, jaką bym sobie chciał. No, może jeszcze tempertura - w słońcu jest naprawdę gorąco; poza tym trzeba uważać na oparzenia.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ok, ale koniec tego narzekania. Cały wtorkowy wieczór poświęciłem na szperanie w internecie w poszukiwaniu map oraz pomysłów na wycieczkę. W końcu znalazłem &lt;a href="http://www.perucycling.com/canchacalla.htm"&gt;fajną stronę&lt;/a&gt; pewnego biura turystyki rowerowej i postanowiłem zrealizować jedną z ich tras na własną rękę. Zapowiadało się dość ciekawie - ok 70 km w jedną stronę, cały czas pod górkę; końcowy odcinek szutrowy i stromy.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004672d058cd28a61b51&amp;amp;ll=-11.972308,-76.76699&amp;amp;spn=0.470196,0.583649&amp;amp;z=10&amp;amp;output=embed" scrolling="no" width="580" frameborder="0" height="350"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;Pokaż &lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004672d058cd28a61b51&amp;amp;ll=-11.972308,-76.76699&amp;amp;spn=0.470196,0.583649&amp;amp;z=10&amp;amp;source=embed" style="color: rgb(0, 0, 255); text-align: left;"&gt;san juan de lanca&lt;/a&gt; na większej mapie&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia wstałem rano z zamiaram wyruszenia ok. dziewiątej. Spakowałem prowiant (trzy kanapki i ciastka), dużo wody, i gps'a po brzegi wypełnionego mapami. Hej przygodo!&lt;p&gt;Pierwsze ok. 30 km pokonałem... autostradami. Tak, tak - ruch rowerowy na autostradach jest tutaj jak najbardziej dozwolony, a co więcej - w miarę bezpieczny, bo odbywający na dość szerokich poboczach. Niestety na autostradzie Ramino Priale, choć też wyposażonej w to udogodnienie, a do tego biegnącej dość na uboczu, z dala od nieciekawej dzielnicy Ate, nikt NIGDY nie sprzątał tego, co nanoszą na swych kołach pojazdy oraz tego, co z nich spada. Chyba cudem nie złapałem tam gumy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_myJ3tb8I/AAAAAAAAA1E/7LEjQgUHGOg/s640/SL742866.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_myJ3tb8I/AAAAAAAAA1E/7LEjQgUHGOg/s640/SL742866.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tu akurat bylo w miarę ok. Nieopodal, po prawej stronie drogi - zapora na życiodajnej rzecze Rimac:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_m4GWc0AI/AAAAAAAAA1M/VohB5FlZavs/s512/SL742867.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_m4GWc0AI/AAAAAAAAA1M/VohB5FlZavs/s512/SL742867.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A po lewej żołnierz, który wydaje się strzec ujęć wody dla położonej na pustynii aglomeracji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_mrQKxznI/AAAAAAAAA08/gUdu9jmafGQ/s512/SL742865.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_mrQKxznI/AAAAAAAAA08/gUdu9jmafGQ/s512/SL742865.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po uważniejszym przyjrzeniu się stwierdziłem, że tak naprawdę była to atrapa z tektury.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Autostradę opuściłem w miejscowości Huachipa, którą pamiętałem z wcześniej wyprawy do zoo; dalej na wschód skierowałem się lokalną drogą biegnącą równolegle do łączącej Limę z prowincjami &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sierry &lt;/span&gt;i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Selwy&lt;/span&gt;, Autostrady Centralnej. Trasa, chociaż cały czas pod górkę, zrobiła się całkiem przyjemna - równy asfalt, dookoła zielone pola, a ostre słońce schowało się gdzieś za chmurami. Wokół mnie praktycznie ustał ruch samochodowy, za to pojawiła się chmara niegroźnych &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tuk-tuk"&gt;mototaksówek&lt;/a&gt;. Większość z nich przewoziła jakieś płody rolne; część załadowanego zielska wyglądała dziwnie znajomo... Hmm, czy jest możliwe, że były to konopie indyjskie? :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_nEGrHsQI/AAAAAAAAA1c/YQd1D5EN_SU/s640/SL742870.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_nEGrHsQI/AAAAAAAAA1c/YQd1D5EN_SU/s640/SL742870.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Chaclacayo"&gt;Chcalcayo&lt;/a&gt; po raz kolejny przekroczyłem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rio Rimac&lt;/span&gt; i kontynuwałem podróż Autostradą Centralną, która wbrew moim obawom, okazała się być całkiem spokojna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_nQ4fKGyI/AAAAAAAAA1s/7-_DBIpIXZc/s640/SL742873.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_nQ4fKGyI/AAAAAAAAA1s/7-_DBIpIXZc/s640/SL742873.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W miejscowości Chosica, zrobiłem sobie mały postój. W trakcie opróżniania kolejnej butelki Coca-Coli, zagadnął mnie mężczyzna. Początkowo rozmawialiśmy o moim rowerze, o tym jak się znalazłem w Peru, i kiedy już miałem oddać pustą butelkę do sklepu i ruszyć dalej, mój adwersarz niepodziewanie złożył mi propozycję współpracy przy redagowaniu swojej prawniczej gazety "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mundo jurado&lt;/span&gt;". Nie miałem za bardzo czasu na dalszą rozmowę - wymieniliśmy się mailami i pożegnaliśmy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Za Chossicą zrobiło się całkiem odludnie - zarówno na drodze, jak i wokół. Cieżko mi uwierzyć, że jestem na jednej z głównych dróg w Peru. Jednocześnie dolina rzeki Rimac znacznie się zwęziła, dając coraz mniej miejsca drodze i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ernest_Malinowski"&gt;zaprojektowanej przez Polaka&lt;/a&gt; linii kolejowej. Zaczęło się też robić coraz stromiej.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_n7usf1vI/AAAAAAAAA2c/mT1BdHRAjjk/s640/SL742880.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_n7usf1vI/AAAAAAAAA2c/mT1BdHRAjjk/s640/SL742880.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_oBk7-QoI/AAAAAAAAA2k/MqVBE_cTmUg/s512/SL742881.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_oBk7-QoI/AAAAAAAAA2k/MqVBE_cTmUg/s512/SL742881.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Parę kilometrów dalej wjechałem do małej wioski. Według wskazań gpsa, to tutaj powinienem odbić na szutrówkę prowadzącą do położonej na wysokości 3000 m n.p.m. osady Chanachacallo. Jest nawet drogowskaz, jednak skrzyżowania nigdzie nie widać. Po dwustu metrach kończą się zabudowania... nie, coś tu nie gra. Wróciłem w okolice drogowskazu i spytałem o drogę stojącą obok sklepu kobietę. Starsza pani w tradycyjnym indiańskim kapeluszu na głowie wskazała mi wąską, zaczynającą się szlabanem drożynę, wiądącą gdzieś pomiędzy budynkami. Przejżdżając szosą byłem pewien, że to wjazd na czyjeś podwórko. Przy opuszczonym szlabanie postawiony był cennik wjazdu (ciekawe, czyżbym wjeżdżał do parku narodowego?), na szczęście rowerzyści nie muszą nic płacić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_oUiIKm0I/AAAAAAAAA28/qZL82uktqbc/s640/SL742884.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh4.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_oUiIKm0I/AAAAAAAAA28/qZL82uktqbc/s640/SL742884.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Szlaban w górę i... tu jest naprawdę ciężko. Droga może nie była zbyt stroma, ale jej stan - fatalny. Spore kamienie co chwilę zmuszały mnie do szukania możliwości przejazdu. Parę razy, tracąc równowagę na wertepach, w ostatniej chwili zeskakiwałem z mojej poziomki. Po około kilometrze przekroczyłem niewielki bród.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_o5xfPVXI/AAAAAAAAA3s/Oczc2O0fc8k/s640/SL742893.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 434px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_o5xfPVXI/AAAAAAAAA3s/Oczc2O0fc8k/s640/SL742893.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt; Nawierzchnia poprawiła się, za to zaczęły się prawdziwe stromizny. Nic dziwnego, do przejechania zostało mi około 15 kilometrów, podczas gdy byłem dopiero na wysokości 1500 metrów!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_osqIAcEI/AAAAAAAAA3c/KPDs6ruqD9o/s640/SL742891.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_osqIAcEI/AAAAAAAAA3c/KPDs6ruqD9o/s640/SL742891.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kolejne kilometry opłaciłem sporą ilością wylanego potu. I to pomimo dość sprzyjających warunków - słońce cały czas za chmurami, a dookoła - zupełnie inaczej niż na wybrzeżu - zielono i wilgotno.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_pguuvZCI/AAAAAAAAA4Q/iwwv8U6vZkc/s512/SL742900.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_pguuvZCI/AAAAAAAAA4Q/iwwv8U6vZkc/s512/SL742900.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dolina rzeki Canchacalla z powodu swojego specyficznego położenia jest znacznie bardziej "mokra", niż otaczający ją obszar, co czyni ją lokalnym zagłębiem owocowo-warzywnym. Rosną tu między innymi &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Annona_cherimola"&gt;flaszowiec peruwiański&lt;/a&gt; (jego owoce to tzw. jabłka budyniowe), &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%99czennica"&gt;męczennica&lt;/a&gt;, zwana tu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tumbo&lt;/span&gt;,  moja ulubiona &lt;span style="font-style: italic;"&gt;palta &lt;/span&gt;(dopiero przeszukując Wikipedię na potrzeby tego bloga, dowiedziałem się, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;palta &lt;/span&gt;to &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Awokado"&gt;awokadao&lt;/a&gt;), &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Loquat"&gt;lokuat&lt;/a&gt; czy zupełnie swojskie jabłonie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rn7Zk9uI/AAAAAAAAA6s/vGeZJyoSSMc/s640/SL742927.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rn7Zk9uI/AAAAAAAAA6s/vGeZJyoSSMc/s640/SL742927.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Za miejscowocią Cumbe zaczęła się prawdziwa wspinaczka. Moja średnia prędkość oscylowała wokół 5 km/h; często dawałem sobie spokój z jazdą i po prostu prowadziłem rower. Skłaniały mnie do tego także napotykane co jakiś czas psy, asertywnie strzegącego swojego terytorium, roztaczającego się znacznie poza granice owocowych farm. W pozycji wertykalnej czułem się pewniej w tych "konfrontacjach". W ekstremalnych sytuacjach przekupywałem pieski ciastkami.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_p7OpXgEI/AAAAAAAAA4w/Wn3pkv_5cxI/s640/SL742906.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_p7OpXgEI/AAAAAAAAA4w/Wn3pkv_5cxI/s640/SL742906.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Musiałem zrewidować zwoje plany. Niespodziwałem się, że droga będzie tak technicznie trudna. Było już dosyć późno, choć od zjazdu z Autostrady Centralnej przejechałem zaledwie kilka kilometrów. W Peru przez cały rok ciemno robi się ok. siódmej, a ja nie chciałem zostawać w dolinie po zmroku. Do Limy szmat drogi, a ja ciągle się od niej oddalam! Zdecydowałem, że dojadę do wysokości 2000 metrów n.p.m. i tam zacznę swoją drogę powrotną. Według wskazań gpsa powinno to być w miejscowości San Juan de Lanca.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_q1WQE3qI/AAAAAAAAA58/9L8-ymssMaI/s640/SL742920.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_q1WQE3qI/AAAAAAAAA58/9L8-ymssMaI/s640/SL742920.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rGGLRRxI/AAAAAAAAA6M/TQrj3vsbP2E/s640/SL742922.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rGGLRRxI/AAAAAAAAA6M/TQrj3vsbP2E/s640/SL742922.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rVMxXSlI/AAAAAAAAA6c/cw8ZumJvvbk/s640/SL742924.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rVMxXSlI/AAAAAAAAA6c/cw8ZumJvvbk/s640/SL742924.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po kolejnych 40 minutach cięźkiej poziomkowej wspinaczki moim oczom ukazała się powitalna brama. Rzut oka na gpsa - 2080 m - hurra, mogę wracać! ;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rxv_ckVI/AAAAAAAAA68/jciZ3HJc88Q/s640/SL742929.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_rxv_ckVI/AAAAAAAAA68/jciZ3HJc88Q/s640/SL742929.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Malutka osada położona była naprawdę malowniczo. Wzdłuż jedynej drogi trawersującej strome zbocze pod które dotychczas się wspinałem, na niewielkim bardziej płaskim obaszarze przycupnęło parę domostw, kościół i urząd.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_sJfZ0cuI/AAAAAAAAA7g/o_37MJM7Qwg/s512/SL742934.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 384px; height: 512px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_sJfZ0cuI/AAAAAAAAA7g/o_37MJM7Qwg/s512/SL742934.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_sFH-Zv2I/AAAAAAAAA7U/Un45u3bmKs4/s640/SL742932.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh5.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_sFH-Zv2I/AAAAAAAAA7U/Un45u3bmKs4/s640/SL742932.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Był tam też sklep spożywczy, z którego nie omieszkałem skorzystać :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_saF_n16I/AAAAAAAAA74/059P2flSAKc/s640/SL742938.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px; height: 435px;" src="http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd_saF_n16I/AAAAAAAAA74/059P2flSAKc/s640/SL742938.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po szybkim uzupełnieniu kalorii, płynów i otarciu potu z czoła zacząłem swój "rajd" w dół. Niestety te same wielkie kamienie (i psy!), które utrudniały mi podjazd, teraz nie pozwalały mi rozwijać prędkości większych niż 15-20 km/h. Chwilami, na równiejszych i prostych odcinkach dobijałem do 30tki. Trudno - myślałem - tą ciągłą jazdę na hamulcu powetuje sobie na Autostradzie Centralnej, a teraz - aby dojechać do asfaltu przed zapadnięciem zmroku.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd-7p4BjrzI/AAAAAAAAAz0/xPGMGHKZtSM/1239399225-26769-P-201.240.76.134.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://lh6.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/Sd-7p4BjrzI/AAAAAAAAAz0/xPGMGHKZtSM/1239399225-26769-P-201.240.76.134.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322971944690409282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Przy znajomym szlabanie zatrzymałem się tylko na chwilę. Założyłem lampki, dokończyłem paczkę ciastek i... jazda w dół!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kolejne kilkadziesiąt kilometrów to chyba marzenie każdego kolarza (a z pewnością poziomkowca) - równy, szeroki asfalt i nachylenia pozwalające bez pedałowania uzyskać prędkości rzędu 50 km/h. Za Chosiccą zrobiło się trochę tłoczniej więc trzeba było uważać, tym niemniej jechało się świetnie!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ostatni odcinek postanowiłem pokonać bez kluczenia opłotkami - główną drogą przez sam środek slamsowatego Ate. Niestety moja czujność, uśpiona przez wcześniejsze świeżo wyremontowane odcinki Carretera Central, zawiodła. Około 10 km od domu, z prędkością grubo ponad 30 km/h wpadłem w dość pokaźną dziurę, znajdującą się dokładnie na środku mojego pasa ruchu. Na szczęście ja i rower wyszliśmy z tego cało, czego nie można powiedzieć o mojej tylnej caetye'ce. Mocujący ją klips wysunął się z sakwy i lampka upadła na jezdnie rozsypując tam całą swoja zawartość. Korpus i bateryjki ocalały; klosik niestety chyba został rozjechany przez pędzące tuż za mną &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Public_transport_in_Lima#Combi_culture"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;combi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. I gdzie teraz znajdę taką cateye'kę? ;(&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Póki co korpus z diodami okleiłem taśmą przeźroczystą i szykuję się do kolejnego wypadu ;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-3064585217766473123?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/3064585217766473123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/04/na-poziomce-pod-gorke-czyli-jednodniowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/3064585217766473123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/3064585217766473123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/04/na-poziomce-pod-gorke-czyli-jednodniowa.html' title='Na poziomce pod górkę, czyli jednodniowa wycieczka w  Andy'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_12emJ-XV6tI/SbL_alkKo9I/AAAAAAAAAsA/o8Is5dmOc6g/s72-c/IMG_2106.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-8027579168767480372</id><published>2009-03-08T10:31:00.000-07:00</published><updated>2009-04-10T15:32:10.042-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><title type='text'>Ekspedycja ciągle trwa!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Hej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest marzec 2009, a ja znowu jestem w Peru. W miedzyczasie siedziałem w Polsce - poza kilkoma małymi wypadami (Berlin, Praga) nie działo się nic ciekawego. Aż do lutego... kiedy to wsiedlismy (ja i Fiorella) w samolot i po kiku przesiadkach (i kilkudziesięciu godzinach lotu) znależliśmy się w Ameryce Południowej. To już mój trzeci raz tutaj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Blog pierwotnie miał ograniczać się do opisu zeszorocznych ekspedycji: mojej w Andy i Radka na Bałkany. Z Radka pomysłu nic nie wyszło (pojechał w końcu gdzieś w Karpaty), a mój andyjska przygoda okazała się być raczej kikudniowym wypadem (niemniej ekscytującym). W związku z tym, przynajmniej na razie wykorzystam "Ekspedycje 2008" dla dokumentowania moich bieżących podróżniczych aktywności.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Peru jest dla mnie nadal wielką zagadką; praktycznie codziennie spotyka mnie coś, co budzi we mnie żywe emocje (najczęściej zdziwienie, bo kutura jest tak odmienna od europejskiej). Zapraszam do wspólnego odkrywania Kraju Inków.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/01/Lamas_in_the_sunset_San_Pedro_de_Atacama_Chile_Luca_Galuzzi_2006.jpg/800px-Lamas_in_the_sunset_San_Pedro_de_Atacama_Chile_Luca_Galuzzi_2006.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 580px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/01/Lamas_in_the_sunset_San_Pedro_de_Atacama_Chile_Luca_Galuzzi_2006.jpg/800px-Lamas_in_the_sunset_San_Pedro_de_Atacama_Chile_Luca_Galuzzi_2006.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-8027579168767480372?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/8027579168767480372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/03/ekspedycja-ciagle-trwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/8027579168767480372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/8027579168767480372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2009/03/ekspedycja-ciagle-trwa.html' title='Ekspedycja ciągle trwa!'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-4407664292684286605</id><published>2008-08-13T01:04:00.000-07:00</published><updated>2009-04-10T15:26:49.654-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pozostałe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><title type='text'>Wypad w peruwiańskie Andy</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;iframe width="580" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.com/maps/ms?hl=pl&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=h&amp;amp;s=AARTsJrvUEXu8t9FurDxFK6rXSL8NNEe7w&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004545c9971956d13f18&amp;amp;ll=-9.26749,-77.648621&amp;amp;spn=0.948746,1.167297&amp;amp;z=9&amp;amp;output=embed"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://maps.google.com/maps/ms?hl=pl&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=h&amp;amp;msa=0&amp;amp;msid=106290042322553485904.0004545c9971956d13f18&amp;amp;ll=-9.26749,-77.648621&amp;amp;spn=0.948746,1.167297&amp;amp;z=9&amp;amp;source=embed" style="color:#0000FF;text-align:left"&gt;Wyświetl większą mapę&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;object width="552" height="443"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/qN_Kbx5zchc&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/qN_Kbx5zchc&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="552" height="443"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="552" height="443"&gt; &lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OwkBFvkSS_M"&gt;  &lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OwkBFvkSS_M" type="application/x-shockwave-flash" width="552" height="443"&gt;&lt;/embed&gt;  &lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="552" height="443"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SxJzXomrtD8&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SxJzXomrtD8&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="552" height="443"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-4407664292684286605?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/4407664292684286605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/08/wypad-w-peruwianskie-andy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/4407664292684286605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/4407664292684286605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/08/wypad-w-peruwianskie-andy.html' title='Wypad w peruwiańskie Andy'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-570302473739224732</id><published>2008-08-12T17:41:00.000-07:00</published><updated>2009-04-10T14:57:39.708-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nowy jork'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grzesiek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='actionbent'/><title type='text'>Introdukcja: Poziomka odnaleziona!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Uwaga, uwaga! Niemal rok od zagubienia, a pół roku od otrzymania listu z informacją o odnalezieniu... jest! Mój zielony ActionBent. Jeden z trzech rowerów zgubionych przez amerykańskiego przewoźnika w listopadzie 2007 roku. Odebrałem go z dworca autobusowego w NYC, manhattańskiego &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Port_Authority_Bus_Terminal"&gt;Port Authority Bus Terminal&lt;/a&gt;. W listopadzie zeszłego, tuż po powrocie z San Diego, bylismy częstymi gośćmi tego miejsca. Łudzeni obietnicami rychłego zlokalizowania i dostarczenia nam naszych ukochanych pojazdów, przez tydzień, z samego rana wędrowalismy na 625 8th Avenue...&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1c/Port-authority-terminal.jpg/350px-Port-authority-terminal.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1c/Port-authority-terminal.jpg/350px-Port-authority-terminal.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Nic więc dziwnego, że w dniu mojego wylotu z Warszawy czułem lekki dreszcz emocji na myśl o wizycie w TYM miejscu. Miałem tylko parę godzin na odbiór zguby - samolot z Pragi był na miejscu rano, natomiast wieczorem miałem kolejny lot - do Limy, celu mojej podróży.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Swój pobyt w Wielkim Jabłku rozpocząłem od odstawienia poznanej w samolocie przemiłej Łotyszki Agnes w okolice lotniska La Guardia. Po drodzę pozdrawiało mnie mnóstwo osób, domyślam się, że Peruwiańczyków (miałem na sobie t-shirt z napisem w jęz. hiszpańskim "kocham Peru").&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po pożegnaniu towarzyszki podróży nie pozostało mi nic wiecej, jak wsiąść do pociągu linii D docierającej wprost pod nowojorski dworzec. Tak też uczyniłem. Na miejscu nie miałem problemu z odnalezieniem hali bagażowej Greyhounda. Po wręczeniu pracownikowi listu z marca 2008, oznajmiającego odnalezienie pudła z moim bajkiem, odczekalem 5 minut i... pojawił się! Nietypowe, z trudem znalezione w San Diego pudło po jakichś zabawkach Fisher-Price z całą pewnością kryło mojego pozioma. No, nie do konca krylo, bowiem z dziury w bocznej ściance pudła wystawała zielona rura - część ramy. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Handtruck&lt;/span&gt; podjechał bliżej, chwycilem karton, rozerwałem... - w końcu jest!!! Byłem ogromnie szczęśliwy. Rower nie nosił śladów żadnych dodatkowyh uszkodzeń; za to ciągle pokryty byl warstwą kurzu z bezdroży pogranicza amerykańsko-meksykańskiego (blog naszego zeszłorocznego projektu: &lt;a href="http://www.ekspedycja2007.blogspot.com/"&gt;http://www.ekspedycja2007.blogspot.com&lt;/a&gt;)! Podpisałem protokół odbioru bagażu i oczywiście spytałem o dwa pozastałe nasze pojazdy. Afroamerykański pracownik stwierdził, że "to nie leży w jego kompetencjach" i kazał mi czekać na swojego kolegę. Po chwili gdzieś sobie poszedł. Jak zwykle całkowity brak kompetencji, czy nawet elemenarnego szacunku dla klienta. Przez 20 minut nikt, dosłownie NIKT nie pojawił się w hali. Ponieważ czas mnie naglił, a chcialem jeszcze odwiedzić moich przyjaciół, machnąłem ręką, okleiłem pudło &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ducktapem&lt;/span&gt; i ruszyłem w kierunku dwudziestejdziewiątej...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nazajutrz byłem już na innym kontynencie, na innej półkuli; Fiorella, ja, moja poziomka i chaos peruwiańskiej stolicy...  Zapraszam na &lt;a href="http://www.ekspedycja2008.blogspot.com/"&gt;Ekspedycję 2008&lt;/a&gt;, gdzie możecie poczytać więcej o moim pobycie w Peru oraz wyprawie Radka na Bałkany.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_12emJ-XV6tI/SKIotbkuifI/AAAAAAAAAdI/cRS828PTIIs/s1600-h/IMG_1506.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_12emJ-XV6tI/SKIotbkuifI/AAAAAAAAAdI/cRS828PTIIs/s400/IMG_1506.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233790477918964210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_12emJ-XV6tI/SKIp7UoTVSI/AAAAAAAAAdQ/316L0FIjR_s/s1600-h/IMG_1507.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_12emJ-XV6tI/SKIp7UoTVSI/AAAAAAAAAdQ/316L0FIjR_s/s400/IMG_1507.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233791816084706594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-570302473739224732?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/570302473739224732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/08/introdukcja-poziomka-odnaleziona.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/570302473739224732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/570302473739224732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/08/introdukcja-poziomka-odnaleziona.html' title='Introdukcja: Poziomka odnaleziona!'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_12emJ-XV6tI/SKIotbkuifI/AAAAAAAAAdI/cRS828PTIIs/s72-c/IMG_1506.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7200081848827822089.post-5001129418255746466</id><published>2008-07-18T07:14:00.000-07:00</published><updated>2009-04-10T14:57:39.709-07:00</updated><title type='text'>Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy</title><content type='html'>Grzesiek bierze ślub w Peru. Ja jadę eksplorować Bałkany rowerowo. Po wspólnej rozmowie postanowiliśmy więc pisać wspólnego bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłego czytania !&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7200081848827822089-5001129418255746466?l=peruiokolice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://peruiokolice.blogspot.com/feeds/5001129418255746466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/07/na-kazdym-zebraniu-jest-taka-sytuacja.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/5001129418255746466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7200081848827822089/posts/default/5001129418255746466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://peruiokolice.blogspot.com/2008/07/na-kazdym-zebraniu-jest-taka-sytuacja.html' title='Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy'/><author><name>Grzesiek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09135898347237280648</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
